Potem się ociepliło i na polu w słońcu było bardzo ciepło. Leoś kopał w mokrej ziemi i się trochę obłocił. Tata Antoni też.
A tu widać co wyprawiają z Sajgonem. Oj, oj, chłopaki.
W niedzielę rano było bardzo zimno i znowu szron na trawie. Leoś założył nawet rękawiczki.
A w lesie było tak.
W południe wzięłam rower i pojechałam z Sagą do strumyka. Po drodze oglądałam takie jesienne widoki.
A tymczasem dwaj chłopcy (duży i mały) poszli do lasu. Kiedy ich znalazłam, zobaczyłam to.
Skonstruowali zjeżdżalnię dla nietoperza.
Nietoperz zjeżdża....
...zjeżdża...
...i dojechał.
Ja przyczepiam nietoperka psu do obroży, a Saga biegnie do góry do chłopaków.
I tak w kółko.
Tu już koniec zabawy, bo wracamy na obiad.
A wieczorem pojechaliśmy do kościoła w Kamionnie na koncert Tomasza Kamińskiego. Leoś trochę przysnął, ale to nic. Pięknie śpiewał ten pan.
Dziś już nie ma Leonardka i tęsknię za nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz