piątek, 30 września 2011

Piękna Bogumiła

Dzisiaj byłam w Poznaniu i wracając odwiedziłam Martynkę i jej rodzinkę.
Urocza Boguńka była jak zwykle piękna a nawet piękniejsza niż zwykle.
Oto ona;



Pozdrawiam ją serdecznie i niech nam dorośleje.

Jeszcze raz życzę chłopakom z naszej rodziny wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Chłopaka. Trzymajcie się chłopaki. Szczególnie Ty chłopaku Leosiu.

czwartek, 29 września 2011

Ignaś, Nela i kot Maniek.

Od poniedziałku jest tutaj Ignacy z Nelsonem i niejakim Mańkiem.
Ledwo Ignaś wysiadł z samochodu już się zaczął szarogęsić z Sajgonem. Przejął dowodzenie nad stworem i widać robił to skutecznie. Pies słuchał go bardziej niż mnie.
Tu obydwa chodziły przy nodze.
 A oto Maniek przez niektórych zwany Mariankiem.

Codziennie jeździliśmy na pole i chłopcy ścinali akacje.
Chodziliśmy na grzyby.
A tak Ignacy integrował Sagę z kotkiem.





Nela patrzyła na to obojętnie.










A tu znowu praca wre.
W każdej wolnej chwili Ignacy tresuje Sagę. Tu na spacerze w lesie.
Saga chodzi dobrze przy Ignacym.
Przy mnie niekoniecznie.
Śmiejemy się, że ze mną Ignaś jeszcze ma dużo pracy.
Jeszcze dziś będzie tresura Sagi bo jutro chłopcy wyjeżdżają.

poniedziałek, 26 września 2011

Leoś nas odwiedził.

Dziecko przyjechało w piątek po południu.
No i zaczęło się.
Wyprawa z Tatą nad Kamionkę.
Efekt to ubłocone spodnie i woda w jednym kaloszu, ale Leoś był zachwycony.
W sobotę pojechaliśmy na pole i po drodze znaleźliśmy sowę.
 Leoś pracował w pocie czoła.
 ...podczas gdy inni odpoczywali.
 Wygrabiał rzęsę wodną ze stawu.

 Tutaj mógł odpocząć, siedząc na rowerze.
 W ogrodzie znowu pracował, zrywając jabłka.


Relaks przy komputerze.
 A wieczorem po mszy w kościele odbył się koncert.
 Ta pani podobała się Leosiowi najbardziej. Śpiewała tak, że kościół pękał.
 
W niedzielę od rana poszliśmy po grzyby.
 Takich nie zbieraliśmy.
Tylko takie.
 Oto zbiory.
 A oto zbieracze.
 Po południu poszliśmy  do folwarku, bo okazało się, że Tata tam jeszcze nie był.



Przy motorze.

Przy dzwonkach.
 W szkole.
 A z folwarku przyszedł za nami kotek. Jak widać na wsi o kotka nietrudno.










Próby zaprzyjaźnienia Sagi z kotkiem nie udały się.
Podczas, gdy my poszliśmy na obiad, kotek poszedł sobie w siną dal.
W poniedziałek rano Leoś pojechał do domu.
 Znowu będę na niego czekać nie wiadomo jak długo. Chyba długo. Bardzo długo.