Ostatni ranny spacer z Sagą.
Potem byliśmy na polu i Leoś zrobił sobie piknik. Oczywiście od razu był głodny i zjadł całe jedzenie.
Jak się najadł to popracował. Zbierał patyki na wieczorne palenie w kotłowni.
Po południu Leoś bawił się klockami, grał na komputerze, był w sklepie i pożegnał się z Gabrysią Rysią Ryszardą.
Wieczorem mnie zaskoczył. Powiedział,że jest głodny, wyciągnął mikser, poprosił o jajko i mleko. Podałam. Jajko mu wbiłam do pojemnika (bo on się brzydzi), a on wlał mleko.Wsypaliśmy mąki. Dodaliśmy szczyptę soli. Zmiksował.
Wziął patelnię, poprosił o wlanie oleju.
Tutaj czeka aż się patelnia rozgrzeje.
Założył fartuch, bo wcześniej zapomnieliśmy. Wlał ciasto na patelnię i czekał.
Jeszcze czekał.
Przewracanie mu nie szło, ale zdejmowanie z patelni, tak.
No i proszę. Stos naleśników rośnie.
Usmażył 5 naleśników.
Zjadł dwa.
Saga też chce i dostała dwa, a jednego spróbowałam ja. Pycha.
Komu jeszcze naleśniczka? Przyjmujemy zapisy. Kto pierwszy ten lepszy. Czas start.
Tu jeszcze ostatni wieczorny spacer.
Teraz jest już spakowany.
Śpi z niedźwiedziem, a jutro wyjeżdża.
W zeszłym tygodniu odleciały bociany, a jutro Leoś odlatuje. Idzie jesień. Oj idzie.
Dobranoc.