sobota, 25 lutego 2012

Koń zwany Hewirem

Patataj, patataj, pojedziemy w cudny kraj.
Dziś zaczęliśmy po raz pierwszy naukę jazdy konnej.
 Na razie się sobie przyglądają. Jeździec i koń. Koń jest wielkim, łagodnym ogierem a jeździec małym, grzecznym chłopcem.
 Hop i już na koniu.

 Trwało to chyba z pół godziny.





 Koniec jazdy Leosia.
 Teraz Babcia.
 Jakoś poszło.
 Potem  razem z Panią Anią zwiedzaliśmy stajnię koników polskich.


 
Jeszcze telefon do Mamy....i
 
 ....pełni wrażeń wróciliśmy do domu na obiad.
I co powiecie?
Pani Ania-instruktorka podziwiała odwagę Leosia. Ja zachwycałam  się postawą mojego chłopca. Siedział prościutko na koniu i wykonywał wszystkie ćwiczenia.
Leoś był z siebie bardzo dumny i chyba naprawdę szczęśliwy.

3 komentarze:

  1. Śliczny ogierek:) Leosiu kochany, ja też jestem z Ciebie dumny:) Życzę Ci abyś pokochał koniki tak jak ja to zrobiłem:) Powodzenia młody druhu:) Rzeczywiście świetna postawa:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A no mówiłam wczoraj, że to królewicz a w dodatku na białym koniu! Pewnie gdzieś daleko czeka na niego gdzieś jakaś księżniczka :)buziaki dla młodego jeźdźca :*** cioteczka Dżili :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Leoś jesteś super tak trzymaj.

    OdpowiedzUsuń