czwartek, 22 września 2011

Klęska urodzaju

Grzyby rosną na potęgę. Do wczoraj codziennie chodziliśmy do naszego lasu na maślaki.


Po chwili mieliśmy pełne koszyki.


Schodząc z grzybobrania (bo koszyki pełne z czubkiem) powtarzaliśmy sobie "Shrek, tylko w dół nie patrz, no nie patrz w dół". A i tak się nie dało. Patrzyliśmy w dół i koszykowi rósł jeszcze większy czub.
Potem w kuchni też wszędzie grzyby.
Do oczyszczenia.
Oczyszczone.
 W garnku się gotują.
W słoikach konserwowe.
 
Solone w kamiennym garnku.
 Duszone z cebulką.
Ja już mam dość grzybów. Dzisiaj idziemy z Antkiem po grzybki dla Martynki i jej rodziny.
A co? Niech mają zajęty jutrzejszy wieczór obrabianiem maślaków.
Radzę do oczyszczania założyć gumowe rękawiczki. Bezwzględnie.

A jutro przyjeżdża Leoś i  Helka i kocurry.
Czekamy.

Wiadomość z ostatniej chwili;
Helka jednak nie przyjedzie. Kocurry też nie.

1 komentarz:

  1. Ale ciocia bardzo chciała przyjechać i kocurry też chciały!!! Postaram się następnom razom! Wciąż mam dla Was prezenty z Kopenhagi!

    OdpowiedzUsuń