poniedziałek, 19 września 2011

Znowu grzyby i wyjazd do Poznania.

Rano z Tatą Antonim poszliśmy na maślaczki.
 
Uzbieraliśmy pełen kosz i zabraliśmy ze sobą do Poznania.
W Poznaniu trafiliśmy na pół godzinki na Stary Rynek... a tam...średniowiecze...



















Oczywiście trzeba było koniecznie zobaczyć Zamek Królewski i postępy prac budowlanych.
O godzinie 15-tej  u solenizanta na urodzinkach.

Tu ogląda prezenty.
Wszędzie były Myszki Miki.


Leoś dmuchał świeczkę z nr 6 na torcie.

 Poszliśmy jeszcze na spacer do Lasku Żurawiniec i tam trafiliśmy na plac z przyrządami do ćwiczeń. Wszyscy chcieli ćwiczyć, a najwięcej Babcia Halinka z Leosiem. I im to najlepiej wychodziło.





Było miło.
Poza tym Leoś pokazywał swoje zeszyty ćwiczeń ze szkoły i zobaczyliśmy jak ładnie robi szlaczki i pisze literki. Po prostu pięknie i  czyściutko. Jak jeszcze trochę poćwiczy to będzie idealnie. Powiedział mi, że dobrze się uczy, bo przecież ma mądrutką głowę. Super, co?
Wieczorem wróciliśmy do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz