Uzbieraliśmy pełen kosz i zabraliśmy ze sobą do Poznania.
W Poznaniu trafiliśmy na pół godzinki na Stary Rynek... a tam...średniowiecze...
Oczywiście trzeba było koniecznie zobaczyć Zamek Królewski i postępy prac budowlanych.
O godzinie 15-tej u solenizanta na urodzinkach.Tu ogląda prezenty.
Wszędzie były Myszki Miki.
Leoś dmuchał świeczkę z nr 6 na torcie.
Poszliśmy jeszcze na spacer do Lasku Żurawiniec i tam trafiliśmy na plac z przyrządami do ćwiczeń. Wszyscy chcieli ćwiczyć, a najwięcej Babcia Halinka z Leosiem. I im to najlepiej wychodziło.
Było miło.
Poza tym Leoś pokazywał swoje zeszyty ćwiczeń ze szkoły i zobaczyliśmy jak ładnie robi szlaczki i pisze literki. Po prostu pięknie i czyściutko. Jak jeszcze trochę poćwiczy to będzie idealnie. Powiedział mi, że dobrze się uczy, bo przecież ma mądrutką głowę. Super, co?
Wieczorem wróciliśmy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz