poniedziałek, 12 września 2011

No dobra, dobra, już jestem...

Podobno na mieście już pytają dlaczego nie piszę....i czy coś się stało...
No to jestem.
Przez ten tydzień trochę się działo,ale po kolei.
Codziennie czyściłam staw z roślin.
No i w końcu wyczyściłam
Któregoś dnia przekopałam pas ziemi wzdłuż domu i posiałam malwy. O tu.
Wypieliłam też mój mały ogródek i teraz wygląda porządnie.


Poza tym myślałam że przyszła jesień, ale nie. W niedzielę pogoda zaszalała upalnie. Było  gorąco, duszno i parno. Od rana po niebie latały anioły.
 Ale trawy i te pajęczyny to takie jesienne, prawda?

 Na spacerze z Sagą nazbierałam liści klonowych.
 A w domu...
 ....zrobiłam z nich róże. O takie.
 Za każdym razem w ciemnym lesie jest inaczej, ale zawsze zachwycająco. Leoś coś o tym wie.
W niedzielę był odpust  Kamionnie.
To była wielka , lokalna uroczystość w ramach obchodów 750-lecia istnienia Kamionny. Na zewnątrz kościoła ustawiony był ołtarz i przyjechali zaproszeni kościelni oficjele.
 Na początek rozdzwoniły się dzwony.
 Była msza, którą uświetniał chór dziecięcy z Pniew.
Były dziewczynki z kwiatkami. Ta mała szczególnie mi się podobała.



 Tu jedyna niepowtarzalna okazja zobaczenia proboszcza skaczącego przez murki. Wszędzie go było pełno.

 No i były też kramy z całym jarmarcznym wyposażeniem.

 Po mszy pod Domem Kultury dc. uroczystości.
 Pod tym głazem wmurowywano akt erekcyjny.
Cała Kamionna taka wystrojona.
Zresztą za tydzień, w sobotę odbędzie się Jarmark z tej samej okazji i dalsze świętowanie.

A dzisiaj po południu wyprawa do Papierni.


 Po drodze można było podziwiać Kamionkę w całej okazałości.

 Papiernia to Leśniczówka.
 Piękny, stary budynek. Dawniej był tu młyn wodny.
 I powrót.

A teraz siedzę przed komputerem, piszę i rozmyślam o Was wszystkich. Saga śpi, bo się nabiegała.

Śpijcie dobrze. Postaram się częściej pisać, żebyście się nie niepokoili, kochani.
Szczególnie ściskam Wnuczęta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz