No to jestem.
Przez ten tydzień trochę się działo,ale po kolei.
Codziennie czyściłam staw z roślin.
No i w końcu wyczyściłam
Któregoś dnia przekopałam pas ziemi wzdłuż domu i posiałam malwy. O tu.
Wypieliłam też mój mały ogródek i teraz wygląda porządnie.
Poza tym myślałam że przyszła jesień, ale nie. W niedzielę pogoda zaszalała upalnie. Było gorąco, duszno i parno. Od rana po niebie latały anioły.
Ale trawy i te pajęczyny to takie jesienne, prawda?
Na spacerze z Sagą nazbierałam liści klonowych.
A w domu...
....zrobiłam z nich róże. O takie.
Za każdym razem w ciemnym lesie jest inaczej, ale zawsze zachwycająco. Leoś coś o tym wie.
W niedzielę był odpust Kamionnie.
To była wielka , lokalna uroczystość w ramach obchodów 750-lecia istnienia Kamionny. Na zewnątrz kościoła ustawiony był ołtarz i przyjechali zaproszeni kościelni oficjele.
Na początek rozdzwoniły się dzwony.
Była msza, którą uświetniał chór dziecięcy z Pniew.
Były dziewczynki z kwiatkami. Ta mała szczególnie mi się podobała.
No i były też kramy z całym jarmarcznym wyposażeniem.
Po mszy pod Domem Kultury dc. uroczystości.
Pod tym głazem wmurowywano akt erekcyjny.
Cała Kamionna taka wystrojona.
Zresztą za tydzień, w sobotę odbędzie się Jarmark z tej samej okazji i dalsze świętowanie.
A dzisiaj po południu wyprawa do Papierni.
Po drodze można było podziwiać Kamionkę w całej okazałości.
Papiernia to Leśniczówka.
Piękny, stary budynek. Dawniej był tu młyn wodny.
I powrót.
A teraz siedzę przed komputerem, piszę i rozmyślam o Was wszystkich. Saga śpi, bo się nabiegała.
Śpijcie dobrze. Postaram się częściej pisać, żebyście się nie niepokoili, kochani.
Szczególnie ściskam Wnuczęta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz