Schodząc z grzybobrania (bo koszyki pełne z czubkiem) powtarzaliśmy sobie "Shrek, tylko w dół nie patrz, no nie patrz w dół". A i tak się nie dało. Patrzyliśmy w dół i koszykowi rósł jeszcze większy czub.
Potem w kuchni też wszędzie grzyby.
Do oczyszczenia.
Oczyszczone.
W garnku się gotują.
W słoikach konserwowe.
Solone w kamiennym garnku.
Duszone z cebulką.
Ja już mam dość grzybów. Dzisiaj idziemy z Antkiem po grzybki dla Martynki i jej rodziny.
A co? Niech mają zajęty jutrzejszy wieczór obrabianiem maślaków.
Radzę do oczyszczania założyć gumowe rękawiczki. Bezwzględnie.
A jutro przyjeżdża Leoś i Helka i kocurry.
Czekamy.
Wiadomość z ostatniej chwili;
Helka jednak nie przyjedzie. Kocurry też nie.
Ale ciocia bardzo chciała przyjechać i kocurry też chciały!!! Postaram się następnom razom! Wciąż mam dla Was prezenty z Kopenhagi!
OdpowiedzUsuń