sobota, 11 czerwca 2011

Sobota, wcale nie leniwa

Spacer rano był trochę inny, bo z Dziadkiem

 Po wertepach
 Po dołach
 Po górach

 Z kijami


Ten grzyb to murszak rdzawy
 To kwiatek dla Mamy Agnieszki, bo lubi kolor różowy
 To nasze znalezione mrowisko
 To bukiet do domu
Po spacerze bawiliśmy się w szpital. Ja i Dziadek byliśmy pacjentami, a Leoś nas leczył. Dostaliśmy lekarstwa- chlebki. Moje nawet było z piaskiem.


Dziadek coś szpera w garażu
Leoś znalazł w garażu taką maskę. Głupia, co?
 I straszył.
 Potem dziadek z Leosiem zaczęli robić szałas
 Robili...
 robili...
 robili...
 robili...
 Saga już się wprowadziła...
 A oni dalej robili...


Aż zrobili.
 Wszyscy się wylegiwaliśmy




 Dziecko samo zrobiło 2 samoloty
 Tutaj idziemy na spacer



Dziadek uczy Leosia gwizdać z użyciem trawy.


 Tu pod parasolem. Ja- Babcia
 I Leoś
Przypomniało mi się..  "... a pod okny śmierdzi łopian stary..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz