Leoś wrócił z Dziadkiem po południu. Obaj byli bardzo zmęczeni.
Leoś padł, ale szybko odzyskał siły i wymyślił skakanie na materacu
Fajnie było.
Potem chodził na bosaka po trawie.
Potem moczył nogi w oczku wodnym i wydzierali sobie z Sagą zepsutą piłkę
Poszliśmy do sklepu po mleko na deser z kaszki manny z sokiem. Pyszności.
Kiedy zerwał się wiatr banki się same robiły
Ja w tak zwanym międzyczasie malowałam pojemnik na biało. Prawda że śliczna faktura? Ciekawe komu się spodoba?
Potem zapowiadało się burzowo, ale po kilku kroplach deszczu, wszystko przeszło.
A na koniec dziecko natury szukało "chlebków"
I nawet je dziecko jadło i nawet bardzo dziecku smakowało. Któż tego nie jadł w dzieciństwie?
Czekamy na komentarze osób czytających ten blog.
OdpowiedzUsuńBabcia i Leonardek