czwartek, 25 sierpnia 2011

Święty spokój.

Spaliśmy długo, bo do 10.30.
Leoś poprosił o nalesniki na śniadanie....
.... potem poszliśmy do lasu ciemnego.

 Do południa robiliśmy różne rzeczy. Ja sprzątałam, odkurzałam, prałam, wieszałam pranie, a Leoś przeglądał gazetki o ptakach i rozpoznawał ptaki ze swojej kolekcji.


Potem Leoś się rozbrykał.
Skakał i skakał na swojej skakance.








Wieczorem oglądaliśmy na YouTubie bajkę o Misiu Colargolu, a tymczasem na łące zrobiła się mgła.
Leoś z Sagą poszli w tę mgłę.

Na zdjęciach nie bardzo to widać, ale Leoś mówił że  nie widział Sajgona.
Dzień upłynął spokojnie. Odpoczęliśmy trochę.
A jutro znowu idziemy na pole.

1 komentarz:

  1. nie moge tu odczytac co mamuska napisala ale obejrzalam zdjecia. Caluski na misiaczka. Pieknie trenuje na skakance :)

    OdpowiedzUsuń