wtorek, 23 sierpnia 2011

Pracowity wtorek

Rano zamiast spaceru z psem pojechaliśmy na pole.
Wycinaliśmy gałęzie leszczyny.
Leoś od razu zrobił się głodny. I jadł. I gadał.
I chodził po chaszczach.
 I szukał żabek. Pomagał im wchodzić na skarpę. Mówił, ze jest żabologiem i miłośnikiem przyrody.
 Po powrocie  naprawiał wagonik i kółko od ciuchci.

 Ja malowałam półeczkę i taboret.

 Leoś też potem trochę malował....

...kleił, ciął i składał obrazek...
 
... gotował sobie budyń....


Napracował się. Wszyscy widzą.
Pod wieczór jeszcze raz na pole.

Tu ciągnie wielką gałaź.
Chyba jest koniem, albo co?
A Mama Agnieszka dzwoni i pyta czy Leoś wraca do domu? I czy jest smutny? Ha ha ha. co za pytania, proszę Cię, Mama Agnieszka?
On nawet nie ma czasu pomyśleć, taki jest zapracowany.
Wieczorem padł i natychmiast zasnął.
Dobranoc.

1 komentarz:

  1. Uśmialiśmy się z żabologa :D
    Ależ ten Leoś pracowity, no, no, no! To się dopiero nazywa aktywny wypoczynek ;)
    Ciocia Martynka.

    OdpowiedzUsuń