Wycinaliśmy gałęzie leszczyny.
I chodził po chaszczach.
I szukał żabek. Pomagał im wchodzić na skarpę. Mówił, ze jest żabologiem i miłośnikiem przyrody.Po powrocie naprawiał wagonik i kółko od ciuchci.
...kleił, ciął i składał obrazek...
... gotował sobie budyń....
Napracował się. Wszyscy widzą.
Pod wieczór jeszcze raz na pole.
Chyba jest koniem, albo co?
A Mama Agnieszka dzwoni i pyta czy Leoś wraca do domu? I czy jest smutny? Ha ha ha. co za pytania, proszę Cię, Mama Agnieszka?On nawet nie ma czasu pomyśleć, taki jest zapracowany.
Wieczorem padł i natychmiast zasnął.
Dobranoc.
Uśmialiśmy się z żabologa :D
OdpowiedzUsuńAleż ten Leoś pracowity, no, no, no! To się dopiero nazywa aktywny wypoczynek ;)
Ciocia Martynka.