niedziela, 7 sierpnia 2011

Sobota i niedziela w Romanówku

Wczoraj pojechaliśmy do Cioci Danusi i Wujka Andrzeja.
Wyjechaliśmy po śniadaniu i po godzinie byliśmy na miejscu.
Wujek Andrzej zaraz wyciągnął rowery.Ten dla Leosia
Krótka przejażdżka.
Potem poszliśmy się kąpać.
Leoś nie chciał wychodzić z wody.


 A ja i Ciocia wprost przeciwnie, nie chciałyśmy wchodzić.
Saga też się kąpała, a tutaj suszy się na kocyku.
I kto tu znowu pływa? Jakaś żabka?

 Krótka zabawa na tarasie w domku.
 A tutaj szykujemy się na grzyby
 Wujek założył takie buciory

 A Leoś swoje buty polowe.
 W lesie istne szaleństwo. Grzybów mnóstwo. Zbieraliśmy tylko kozaki i sowy.






















 Koniec grzybobrania. Musimy przejść przez to ogrodzenie. Przechodzi Leoś (ja robię zdjęcia)


 Przechodzę ja (Leoś robi zdjęcia)



 Oto nasze zbiory.


 
Na drugi dzień chłopcy wcześnie wstali, bo szli na ryby. Łowienie ryb to męska sprawa.




 Spławik tylko trochę drgnął i Leoś nie zdążył wyciągnąć ryby. Potem już nic nie brało.
 Za to przypłynęła kaczka z kaczuszkami.


Tak skończyło się łowienie.
W ogrodzie zrywaliśmy fasolkę.




Potem pojechaliśmy do kościoła do Łagowa.
Łagów to piękne stare miasto.


 Akurat trafiliśmy na jarmark.



 Wejście do zamku

 A to pomnik przyrody. Ogromny buk.




 Ciocia kupiła sobie nowy wałek do ciasta


 Przymiarka.


Wianek dla dziewczynki.
Tutaj jesteśmy przy wiadukcie. Kiedyś jeździły tędy pociągi. Na tym wiadukcie były kręcone sceny do filmu "Czterej pancerni i pies" .




 Oni już weszli. Teraz ja idę. Oooooo......ile schodków?
 A na górze....
 ...panorama miasta....

 ...widok na Wujka auto...
 .... to my...
 .....Ciocia....
 ...Ciocia z Wujkiem...
 ...całuski....
 A to już w domku.
 
Przyjechał Kacper z żoną Agatą i córeczką Antoninką.
 Leoś też się nią zajmował (w końcu ma doświadczenie).
 A po południu się rozpadało.
Wtedy spakowaliśmy  dwa rowery, dwa kosze z grzybami, jedną wielką torbę z ciuchami, dwie miski psie, wiaderko z zabawkami Leosia, jednego psa, jedno zmęczone dziecko i jedną grubą Babcię i ...pojechaliśmy. Prosto do starej , poczciwej chatki.
Na miejsce dotarliśmy szczęśliwie. I tyle.
Zapraszamy na kolejny odcinek już wkrótce. Chyba wieczorem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz