I rzeczywiście przydał się.
Po chwili były grzyby.
Tyle.
Tyle...
I na koniec tyle...
Po sniadaniu zadzwoniła Ciocia Danusia i zaprosiła nas do Romanówka na sobotę i niedzielę.
Leoś od razu zaczął się szykować.
Wyciągnął wędkę.
I zabawki na plażę.
Potem malowaliśmy półki. Na zielono.
Potem poszliśmy na plac zabaw.
Plac zabaw jest koło folwarku i tam rośnie taka grubaśna ogromna lipa (tilia). Ma około 400 lat
Pod lipą stoją stare ule.
Leoś chciał jeszcze zwiedzić wystawę przyrodniczą. Szczególnie interesowały go żuczki.
Wracając zobaczyliśmy żabkę.
I zerwaliśmy wielgaśny liść łopianu.
Po obiedzie rozstawialiśmy namiot.
Raz dwa i gotowe.
Wieczorem na kolację był chleb z miodem.
Po kąpieli wreszcie dziecko z ogonkiem idzie spać.
Dobrej nocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz