Do obiadu robiliśmy różne rzeczy.
Poszliśmy na spacer z psem. Leoś znalazł 2 kamyki. Wyglądały jak kopytka.
Oglądaliśmy skarby Babci- serwetki, firanki, kołnierzyki i poduszki niciane. Leoś naliczył 37 okrągłych serwetek. Coś tam jedliśmy, sprzątaliśmy, podlewaliśmy ogród z przodu.
A potem wrócił Tata Antoni.
A skąd on tutaj??????
Okazało się że załatwił swoje sprawy i jeszcze będzie z nami parę dni.
Czy nasz Leoś znowu urósł czy tylko się cioteczce Dżili zdaje??? :))
OdpowiedzUsuńMuszę napisać komentarz, bo już mi wujek Łukasz wypomina, że jestem cichym podglądaczem. Cieszę się, że Tata Antek ma tak dużo czasu dla swojego synaczka najmilejszego ;) I oby w przyszłości znajdował go jak najnajnajwięcej. Pozdrawiam i mocno ściskam mojego chłopczyka (znaczy Leosia, nie Antka :p).
OdpowiedzUsuńCiocia Martynka.
Leoś urósł oczywiście i ma szerokie plecy. A jakie mięśnie na raczkach,aż się GÓRKI robią.
OdpowiedzUsuńNo nie te GÓRKI tylko górki.
Antek ma jeszcze siły na niego, tzn. na Leonardka. Jeżdżą i jeżdżą na rowerze. Dziękujemy za pozdrowienia i też pozdrawiamy wszystkich podglądaczy. Tych cichych też. Leoś i ja cieszymy się z każdego komentarza. Dziękujemy za miłe słowa.
Babcia i Leoś.
Oraz Dziadek.
Oraz tata Antoni.
Oraz nasza Sagunia.