piątek, 5 sierpnia 2011

Kompot z mirabelek

Rano Leoś założył buty polowe.
Chwilę potem powiedział - Sam zawiązałem sobie sznurowadło, udało mi się.
Był z siebie bardzo dumny. Oczekuje gratulacji od bliższej i dalszej rodziny.
Brawo Leosiu.
To jest pierwszy but.
A to drugi i kolejne sznurowanie.


Na spacer znowu wzięliśmy koszyk i znowu się przydał.

A potem Leoś pokazał mi to miejsce. Był już tam kiedyś...nie wiadomo kiedy?



Nieco dalej złaził z wielkiej góry w dół. Po pupie.


A po powrocie robiliśmy różne rzeczy.
Ja drapałam półkę, aż ją odrapałam.
Leoś rozkładał namiocik. Nie wiadomo po co?

Potem się przebrał za żniwiarza.


A po obiedzie nazrywał mirabelek.
Postanowiliśmy ugotować kompot, a jeden słoiczek ugotowaliśmy i zostawimy na zimę.


Tutaj picie gotowego kompociku, bardzo słodkiego i bardzo kwaśnego.
A tutaj kompot na zimę

Wieczorem Leoś poszedł wcześniej spać, bo jutro rano jedziemy do Cioci Danusi i Wujka Ędrju.
Pa .
Następny odcinek w niedzielę wieczorem.

1 komentarz:

  1. Gratuluje Leosiu Leosinku! Ciocia da ci wielkiego buziaka jak przyjedzie z kocurrami! Super wyglądasz w ludowym stroju. Będziemy robić zdjęcia. Całuski w nosek!

    OdpowiedzUsuń