Wczoraj nic nie pisałam, bo byłam chora. Miałam straszną migrenę. Leżałam cały dzień w łóżku, a wstawałam tylko wtedy gdy wymiotowałam. Jak wzięłam silne tabletki to mi dopiero przeszło.
A dziś Leoś pojechał do domciu. Rano go spakowałam.
Zrobiłam mu jeszcze pa, pa i tyle.
Potem poszłam na spacer z Sagą.
No i tak było. Mokro wszędzie.
W ogrodzie też mokro.
Jak pięknie wygląda ten mokry rozchodnik okazały
Jak trochę przestało padać to wytarłam taras ale daremnie.
Po południu poszłam z psem po raz drugi i ciągle padało.
Ot lato deszczowe.
Mokra łąka.
Mokry lasek przy łące.
Mokra wrotycz pospolita
I tak dalej i tak dalej. Pada i pada.
Dobrej deszczowej nocy życzę wszystkim.
Ps.
I tak niepostrzeżenie zrobiła się niedziela. A w niedzielę Ignacy ma imieniny. Wszystkiego najlepszego synu. Od nas ten piękny bukiet...
...i te spodnie.... te wiesz. Pozdrawiamy ciebie szczególnie gorąco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz