Znalazłam jednego maślaczka i jeszcze inne grzyby.
Las wyglądał pięknie. Codziennie się nim zachwycam.
Po powrocie wyciągnęłam z garażu dwie stare półki kuchenne w celu oczyszczenia.
Taką...
I taką....
Trochę czyściłam, ale zaczęło padać i przyjechał Leoś.
Potem z Sagą w ogrodzie i oglądałam jak rosną jabłka na jabłoni i śliwki na śliwie. Leo w tzm cyasie bz w sklepie.
A Saga wypatrywała.
No i w końcu wypatrzyła swojego Leosia.
Jak padał deszcz to dziecko wyjęło swoje zabawki z pudła i się bawiło.
A jak przestało padać to poszliśmy do skrzynki, a dziecko jechało na hulajnodze.
Muszę przyznać, że jeździ pięknie. A z górki to hulajnoga jedzie sama.
Potem jeszcze smażyliśmy naleśniki, czytaliśmy książkę, przytulaliśmy się, rozmawialiśmy o nie wyrzucaniu chleba i nie kłamaniu i o nie umieraniu i o Bogusi,że nie może jednocześnie chodzić i się cieszyć, bo wtedy zapomina o chodzeniu i się wywraca i o Lilce, e piszczy na widok Leosia. Kąpaliśmy się w wannie i było tak dużo wody że się stópki utopiły.
I na koniec dnia dziecko usnęło a Saga to już dużo wcześniej.
Pa
Leoś pieknie jeździ na hulajnodze, ale jest mu chyba juz za mała - trzeba będzie kupić większą :)
OdpowiedzUsuńLekarstwa wysłane jutro powinny być ;) A i mail poszedł z fotami :)